![]() |
Moje wnioski i wrażenia po roku użytkowania kompaktowego (i budżetowego) nadajnika 2,4GHz Radiomaster Pocket. Jest to prawdopodobnie obecnie najlepsza na rynku (choć nie bez wad) oferta w kategorii cena/jakość/możliwości. Dodatkowo trochę informacji o systemie ELRS. |
Moje wnioski i wrażenia po roku użytkowania kompaktowego (i budżetowego) nadajnika 2,4GHz Radiomaster Pocket. Jest to prawdopodobnie obecnie najlepsza na rynku (choć nie bez wad) oferta w kategorii cena/jakość/możliwości. Dodatkowo trochę informacji o systemie ELRS.
Nadajnik ten kupiłem trochę z konieczności a trochę z ciekawości. Przymierzając się na poważnie do nauki latania małym dronem FPV z odbiornikiem ELRS. Sprawdziłem wcześniej jak działa z symulatorem mój podstawowy nadajnik do płatowców (Taranis QX7). Szybko stwierdziłem, że nie jest to dla mnie idealne rozwiązanie, więc postanowiłem kupić coś bardziej odpowiedniego do dronów. Przy okazji chciałem zapoznać się z systemem ELRS (ExpressLRS), przebojem zdobywającym popularność w tej odmianie modelarstwa (do Taranisa i tak musiałbym dokupić taki moduł). Po obejrzeniu kilku recenzji zdecydowałem się na zakup Radiomaster Pocket z wbudowanym ELRS na pasmo 2.4GHz. W perspektywie - mały dron i mały nadajnik - to mały zestaw, mniej kłopotliwy do transportu w porównaniu do walizek zabieranych na loty płatowcami.
Decyzja podjęta nie bez wahania, bo to bardzo mały nadajnik z krótkimi drążkami, pasujący raczej do sterowania kciukami, niż to, do czego przyzwyczaiłem się przez lata - obudowa z podparciem na dłonie (pulpit), długie drążki (zawsze je przedłużałem w kolejnych aparaturach) i sterowanie palcami.
„Pocket” w nazwie sugeruje, że to nadajnik kieszonkowy, co może jest lekką przesadą, ale rzeczywiście, gabarytowo wygląda na dwa razy mniejszy od Taranisa, i na siłę zmieści się do większej kieszeni kurtki. Szczególnie, że w pozycji transportowej nie ma mocno wystających elementów (drążki są wykręcane), które mogłyby utrudniać wkładanie do kieszeni czy plecaka/futerału. Ciekawym pomysłem jest półprzezroczysta obudowa, wykonana z dobrej jakości matowego tworzywa. Powierzchnia nie jest śliska, więc daje wrażenie pewności podczas trzymania i nie zostają na niej ślady po dłoniach. Jednocześnie diody sygnalizacyjne, umieszczone w różnych miejscach pod obudową, są bardzo dobrze widoczne z powodu rozpraszania światła na większej powierzchni plastiku. Bardzo podoba mi się zwiększona ilość klawiszy, dzięki którym dużo szybciej nawiguje się przez menu, a rolka (z przyciskiem) do przewijania menu działa lepiej niż kółko w Taranisie. Warto jeszcze podkreślić dobrą jakość manipulatorów, szczególnie jak na tę półkę cenową. Pomijając kwestię długości samych drążków (do tego jeszcze wrócę później), mają one dobrą rozdzielczość (czujniki Halla) i pracują zaskakująco płynnie i precyzyjnie, z dobrze dobraną siłą sprężyn.
Miejsca, za które chwyta się nadajnik od spodu, są zaokrąglone i pokryte gumą, przez co bardzo dobrze i przyjemnie leżą w dłoniach. Można powiedzieć, że nadajnik jest idealnie przystosowany do sterowania kciukami. Te gumowe elementy mają zagłębienia, w których na czas transportu można schować drążki. A jednocześnie są pokrywami, pod którymi znajdują się pojemniki na ogniwa zasilające - 2x LiIon 18650. Na środku jest jeszcze miejsce na montaż zewnętrznego modułu nadawczego wielkości „nano”.
Obudowa anteny ma kształt litery „T” i może być ustawiona w trzech położeniach: złożona, odchylona i obrócona. W pozycji odchylonej stanowi jednocześnie wygodną rączkę do przenoszenia. Warto dodać, że „T” to tylko kształt zewnętrzny, nie jest to antena „T” w rozumieniu elektrycznym. W środku jest tylko jeden przewód typowej anteny 2.4GHz z odizolowanym końcem (to co wizualnie znamy z wielu odbiorników).
Największa różnica w stosunku do tradycyjnych nadajników, to obsługa dodatkowych kanałów. Przyzwyczailiśmy się, że zwykle są to przełączniki dźwigniowe, tutaj mamy klawiszowe. Początkowo się tego obawiałem, ale ogólnie nie jest źle. Daje się bez patrzenia wyczuć palcami żądany przełącznik, przy czym 3-pozycyjne, przycisk i potencjometr są zupełnie bezproblemowe. Mam natomiast zastrzeżenie co do 2-pozycyjnych. To jest miniaturowy switch on/off lutowany na płycie głównej i dla mnie nie pracuje zbyt pewnie. Przy wciskaniu powoli (i na samym środku) nie ma problemu, natomiast w ferworze (w locie), to nie zawsze zadziała. Pod lewym (SA) zaprogramowałem „uzbrajanie” drona i o ile w czasie startu (jeśli się nie ścigamy) nie ma to znaczenia, to przy lądowaniu może stanowić to problem. Chodzi o specyficzną technikę lądowania w systemie Betaflight, gdzie na moment przed lądowaniem trzeba odciąć silnik przez dezaktywację kontrolera lotu. Zamierzam w związku z tym w przyszłości zastąpić ten przycisk klasycznym przełącznikiem dźwigniowym. Z tej strony obudowy znajduje się też gniazdo USB-C, które jest portem komunikacyjnym, natomiast podobny port na tylnej ścianie nadajnika służy tylko do ładowania akumulatorów z typowej ładowarki USB.
Na tylnej ściance znajdziemy również gniazdo słuchawek oraz slot na kartę microSD, gdzie jest nagrany system operacyjny, komunikaty głosowe, predefiniowane modele, itp. Warto po wyjęciu nadajnika z pudełka od razu zrobić back-up tej karty, co da możliwość przywrócenia funkcjonalności nadajnika po jej ew. awarii, bądź jeśli coś sami mocno namieszamy w ustawieniach.
Przy pierwszym kontakcie z nadajnikiem w realu, sporym zaskoczeniem (na minus) jest mały wyświetlacz, nawet jeśli z obejrzanych recenzji już wiemy, że będzie mały. Szerokość okienka to tylko 35mm, a użyteczna szerokość wyświetlacza to tylko 31mm. Napisy są naprawdę małe. Przy użytkowaniu go z dronem FPV to nie jest duży problem, bo niewiele się tu ustawia, można patrzeć z mniejszej odległości lub założyć okulary. Złożonej konfiguracji podlega kontroler lotu, a cała telemetria jest wyświetlana na ekranie FPV. Natomiast w przypadku tradycyjnego płatowca (bez FPV), kiedy np. trzeba w czasie lotu zerkać na ekran nadajnika (telemetria), to dla wielu pilotów może to być duży problem. Podobnie nie każdemu przypadną do gustu trymery - dwa mini-dżojstiki, umieszczone po obu stronach wyłącznika zasilana (nie używa się ich w dronach). Za to zdecydowanym plusem jest dobrej jakości głośnik, komunikaty słychać głośno i bardzo wyraźnie, bez żadnych zniekształceń.
Jak wspomniałem mój nadajnik ma wbudowany moduł nadawczy ELRS. System operacyjny to EdgeTx, jak mi się wydaje jest on kompatybilny co do ustawień modeli z popularnym i dobrze znanym OpenTx, a ponadto pozwala na współpracę z nowszymi modułami nadawczymi - w tym generowanie ramki/pakietu danych o wyższych częstotliwościach. Menu ELRS wywołuje się z głównego ekranu przez naciśnięcie klawisza „Sys”, wyświetla się ekran „Tools”, skąd można wejść już do konfiguracji ELRS. Jak widać producent dodał tu jeszcze mały żart - możliwość wywołania różnych gier (żart, bo komu by się chciało grać na takim „wielkim” ekranie...). Tu można ustawić podstawowe parametry pracy modułu, takie jak „ramka” (pocket rate) oraz moc nadawania. Od wielu lat standardem „ramki” RC było i jest 50Hz (dane z manipulatorów przesyłane do odbiornika 50 razy na sekundę), do tej częstotliwości są dostosowane standardowe serwa analogowe. Wraz z rozwojem modeli śmigłowców pojawiła się konieczność obsługi szybszych serw (100Hz), a kiedy weszły wyścigowe drony, okazało się, że w związku z szybkością i manewrowością potrzeba przesyłać informacje jeszcze częściej. I to właśnie zapewnia system ELRS, który teoretycznie pozwala na przesyłanie „ramki” do 1000Hz. Maksimum dla tego nadajnika to 500Hz, a mój dron jest skonfigurowany na 250 Hz, a więc to 5 razy więcej niż sterowanie w moich płatowcach. Jeśli chodzi o moc - minimum to 10mW, a maksimum 100mW lub 250mW, w zależności jaki kupiliśmy nadajnik. Ta mniejsza występuje w modelach na europejski rynek (region LBT), większa na pozaeuropejskie rynki (region FCC). Zewnętrzne moduły zapewniają jeszcze większe moce, aż do 1000mW, a nawet powyżej. Przy czym nie należy tej mocy porównywać wprost z mocą klasycznych modułów 2.4GHz (np. Fr-Sky, Fly-Sky, Spectrum), bo system ELRS jest znacząco bardziej efektywny. Tu nawet mniejsza moc pozwala na naprawdę dalekie loty bez żadnych zakłóceń, a już 100mW to całkiem dużo. Dodatkową ciekawostką jest możliwość ustawienia mocy sterowanej dynamicznie, wtedy nadajnik sam ją zwiększa w razie potrzeby, zaczynając od małej, kiedy model jest w pobliżu pilota.
Charakterystyczną cechą standardu ELRS jest możliwość pracy w środowisku sieciowym (Bluetooth, WiFi). Dzięki temu nadajnik ma opcję symulacji „BT Joystick”, pozwalające korzystać z symulatora na PC bez konieczności podłączania się po kablu. Ekrany powyżej ilustrują tę sytuację. Wchodzimy do menu ELRS, przewijamy do pozycji BLE Joystick i potwierdzamy. W Windows zgłasza się on (w komputerze musi być włączony Bluetooth) jako ExpressLRS Joystick, natomiast w symulatorze Liftoff (takiego używam) jako „nieznany” (Unknown Detected). Daje się skalibrować i działa bez problemu, to jest moja standardowa konfiguracja, na której regularnie ćwiczę.
Druga możliwość podłączenia do symulatora to kabel USB (gniazdo w pobliżu anteny). Po podłączeniu kabla do komputera automatycznie pojawia się w nadajniku możliwość wyboru trybu USB Joystick. Przy czym nadajnik musi być wcześniej włączony (jeśli podłączamy kabel przy nadajniku wyłączonym, przechodzi on w tryb bezpośredniej komunikacji z procesorem STM32). Ten joystick jest przez Windows rozpoznawany jako „Radiomaster Pocket Joystick” i tak samo przez symulator Liftoff. Trzeba sobie jednak zdawać sprawę, że ten i poprzedni sposób może nie być odpowiedni dla innych symulatorów (miałem z tym problemy). W obu przypadkach to symulacja wyłącznie dwuosiowego joysticka (4 kanały), bez obsługi dodatkowych kanałów. Jeśli symulator wymaga dodatkowych kanałów (np. „uzbrajanie” kontrolera lotu, inne funkcje), a nie da się tego załatwić za pomocą klawiatury, to może być problem z wystartowaniem i lotem. W takim wypadku pozostaje „walka” z interfejsami dedykowanymi do symulatorów (podłączenie przez gniazdo „mini jack” obok anteny.
Na koniec wracam do kwestii drążków. Finalnie je wymieniłem (powiększyłem), ale był to tym razem proces - dobranie rozmiaru na podstawie rzeczywistych testów z użyciem symulatora. W przypadku tego nadajnika jest to o tyle proste, że w w odróżnieniu od standardowych rozwiązań (gwintowany trzpień zatopiony w manipulatorze i nakręcany drążek z gwintowanym otworem), tu w manipulatorach są otwory M3 do wkręcania drążka. Można więc użyć czegokolwiek (np. dłuższej śruby M3). Jak wspominałem nadajnik jest zaprojektowany do sterowania kciukami (tak jak „gamepad”) i ja w ten sposób próbowałem zaczynać, zakładając że być może niepotrzebnie jestem uprzedzony do takiego sterowania. Niestety, po dłuższym czasie zrozumiałem, że trzeba coś zmienić, bo po ogarnięciu podstaw lotu w trybie „acro”, przez dłuższy czas nie robiłem żadnych postępów. Postanowiłem więc spróbować sterowania palcami. Ale aparatura jest dość gruba i wygodnie się ją trzyma tylko w jeden sposób - cztery palce pod spód, kciuki na drążki. Wariant pośredni - kiedy nadajnik podtrzymuje się małymi palcami od spodu, kciuk i wskazujący na drążek, a dwa pozostałe na bok obudowy - też mi się nie sprawdził (za wysoka/za gruba) obudowa. Zacząłem więc ćwiczyć z nadajnikiem leżącym na biurku i dłońmi opartymi o blat. Stwierdziłem, że tak jest dużo lepiej. Kolejny krok to było małe przedłużenie drążków przy pomocy mosiężnego dystansu 5mm (popularny element do mocowania płyt głównych w obudowach PC). Od razu poczułem, że znowu jest lepiej niż poprzednio. Kolejnym krokiem było przeniesienie nadajnika na kolana i oparcie dłoni na nogach. Okazało się że to dla mnie bardzo komfortowa pozycja, z której korzystam również w terenie. W locie FPV, nie czuję się zbyt pewnie kiedy stoję, (poczucie równowagi), wygodniej jest mi siedzieć. W ten sposób spędziłem w symulatorze kolejne godziny i ponownie doszedłem do „ściany”, czując wyraźnie, że już nie robię postępów. Postanowiłem więc znowu dodać drążkom trochę długości oraz poszerzyć końcówki dla poprawienia chwytu palcami. Znalazłem odpowiedniej długości elementy metalowe (to wsporniki do montowania płytek z elektroniką) oraz zaprojektowałem i wydrukowałem końcówki. No i finalnie ten wariant okazał się „strzałem w dziesiątkę”. Natychmiast poczułem różnicę w sterowaniu, tak jakbym od ostatniego latania zaliczył kolejne godziny w symulatorze, a była to tylko wymiana drążków! Okazało się więc, że przy szybkich dronach długość i kształt drążka ma wielkie znaczenie. Te dłuższe poprawiają precyzję sterowania, ale są „wolne”, z kolei bardzo krótkie są „szybkie”, ale mniej precyzyjne. A gdzieś pomiędzy leży ta optymalna dla każdego długość. Doświadczeni piloci dronów to wiedzą, ale w modelarstwie często odkrywa się prawdy odkryte już wcześniej przez innych (a zdarza się, że i odkryte już wcześniej przez siebie)...
Podsumowując: Radiomaster Pocket to bardzo udany kompaktowy nadajnik, z pełną funkcjonalnością, jak te większe ze średniej półki, ale za połowę ich ceny. Ma drobne ograniczenia, ale łatwo je pokonać. Komfort sterowania zależy od indywidualnych preferencji, ale nawet osoby przyzwyczajone do sterowania kciukami, powinny zakładać wymianę drążka na inny (np. typu „grzybek” - jak w gamepadach), bo firmowe mają bardzo małą powierzchnię główki i są tak ostre, że ja w pewnym momencie prawie pokaleczyłem kciuki. Podczas dłuższego latania, mimowolnie za silnie je dociskałem, mając wrażenie, że mocniejszy docisk przekłada się na większą szybkość i precyzję. Jeszcze ważna uwaga odnośnie ELRS. Pod względem możliwości jest to rewelacyjny system, który podlega stałemu rozwojowi. Decydując się na niego, trzeba się liczyć z koniecznością aktualizacji firmware'u (tak modułu nadawczego jak i odbiorników). Zasada jest taka, że firmware nadajnika i odbiornika powinien być w tej samej wersji. W większości wypadków nie jest to bardzo złożony proces, ale dla niektórych może to stanowić problem. Szczególnie dotyczy odbiorników, które są wbudowane w kontrolerach lotu. Warto to brać pod uwagę, kiedy sprzęt pochodzi z różnych lat produkcji (np. kupujemy nowy nadajnik z bieżącej produkcji i używanego drona, który ma 2 lata). Co do dronów, jeśli mamy wybór, to lepiej decydować się na taki, który ma zewnętrzny (oddzielny) odbiornik, łatwiej się w nich robi aktualizacje, a w przypadku problemu można zawsze wymienić go na inny (nie są drogie).
Aktualizacja 09.07.2026
W tym sezonie sporą popularność zdobywa dodatkowa funkcja ELRS Finder, ułatwiająca znalezienie modelu po utracie kontaktu wzrokowego (np. wysoka trawa, krzaki). Jest to dodatkowy skrypt LUA i co ważne, instalacja jest bardzo prosta, a sama funkcja w realnych warunkach terenowych rzeczywiście działa.
Skrypt ELRS-Finder.lua należy pobrać (plik zip) z witryny Github a następnie rozpakować i przegrać na kartę microSD wyjętą z nadajnika do folderu \SCRIPTS\TOOLS.W tym folderze znajduje się m.i. skrypt do obsługi modułu nadawczego ELRS oraz kilka gier. Ja skrypty gier usunąłem, dzięki czemu po wywołaniu na ekran menu skryptów mam krótszą listę. Przegrywamy tylko ELRS-Finder.lua, plik ELRS-Finder.luac jest tworzony przez nadajnik przy pierwszym uruchomieniu skryptu LUA.
Aby funkcja poszukiwania zadziałała, musi jeszcze działać telemetria. Jeśli jej nie podłączyliśmy w danym modelu (potrzebny jest parametr RSSI), to trzeba przejść do ekranu (11) ustawień modelu i uruchomić „Discover new” (Sensors). Po chwili pojawi się długa lista sensorów (w tym RSSI) obecnych w protokole CRSF/ELRS. Oczywiście musimy wcześniej mieć uruchomiony i zbindowany odbiornik w modelu, inaczej nadajnik nie wykryje sensorów. Po tej operacji można już przejść do wywołania skryptu ELRS_Finder (klawisz SYS). Po jego wybraniu pojawi się ekran z paskiem siły sygnału, oraz będzie słyszalny brzęczyk pikający z częstotliwością zależną od tego, jak daleko od nadajnika znajduje się model (im częściej tym bliżej, im rzadziej tym dalej).W praktyce działa to bardzo dobrze, antenę nadajnika należy ustawić poziomo i warto zmniejszyć moc nadajnika do 10-15mW. W zależność od dystansu, po kilku krokach w różnych kierunkach lub/i obrotach, dość szybko można zlokalizować prawidłowy kierunek Najsilniejszy sygnał zawsze będzie w kierunku prostopadłym do „wąsów” anteny, a najsłabszy kiedy koniec anteny jest skierowany w stronę modelu. Warto przypomnieć, że jeśli mamy kilka modeli, telemetrię należy uruchomić w każdym z nich oddzielnie (jest przypisana do modelu a nie nadajnika). Funkcja naprawdę jest warta polecenia, działa zaskakująco dobrze i nie wymaga wiele pracy przy instalacji. Warto dodać, że powinna działać nie tylko z RM Pocket, ale także innymi nadajnikami EdgeTx/ELRS z monochromatycznym ekranem o rozdzielczości 128x64.
Drugim gadżetem jest zewnętrzny moduł nadawczy iRange IRX4 ELRS. W sieci najczęściej można znaleźć informacje o 'krzyżowych” podłączeniach zewnętrznych modułów - jeśli RM Pocket ma wbudowany nadajnik z układem CC2500, to jako zewnętrzny podłącza się moduł ELRS, jeśli natomiast wbudowany jest ELRS, to zewnętrzny jest zwykle CC2500. Tu sytuacja jest nietypowa, bo zarówno wbudowany jak i zewnętrzny to moduły ELRS.
IRX4 ELRS to niewielki moduł w standardzie „nano”, o mocy maksymalnej 500mW, wyposażony w złącze antenowe SMA. Właśnie ze względu na złącze (możliwość wymiany anten) zdecydowałem się wypróbować ten wariant.
IRX4 podłącza się do RM Pocket całkowicie bezproblemowo. Pasuje zarówno mechanicznie jak i software'owo. Nie trzeba dogrywać żadnych dodatkowych skryptów LUA, obsługuje go fabryczny skrypt (ten obsługujący wbudowany ELRS).
Jedyne, co należy zrobić to w ustawieniach modelu (strona 2/12) wyłączyć moduł wewnętrzny (Internal RF --> Mode=Off) i włączyć zewnętrzny (External RF-->Mode=CSRF). Wtedy po wywołaniu skryptu ExpressLRS (którym normalnie ustawiamy parametry nadawania modułu wewnętrznego) pojawia się identyfikator modułu zewnętrznego (DIY2400 E28) i możemy ustawiać jego parametry tak samo jak w przypadku nadajnika fabrycznego.
Muszę przyznać, że IRX4 zaskoczył mnie pozytywnie. Nie jest pozbawiony wad, ale przyznam, że za cenę mniejszą niż połowa innych popularnych modułów spodziewałem się gorszego sprzętu. Może moc maksymalna 1/2W nie powala, ale w przypadku ELRS jest to i tak bardzo dużo. Co prawda (i to moim zdaniem jest spory minus) pod obudową jest spory radiator, ale za to w obudowie nie ma żadnych otworów, więc nie ma dobrego odprowadzenia ciepła, co przy dłuższej pracy z mocą maksymalną grozi przegrzewaniem. Pewnie dlatego producent zaleca pracę w trybie mocy dynamicznej, bo przy tym ustawieniu nadajnik podwyższa sam moc tylko wtedy kiedy trzeba. Do zalet (prócz ceny) trzeba natomiast zaliczyć bezproblemowe podłączenie oraz bardzo dobrą antenę. Choć wygląda niepozornie, to jest określana jako long-range, a po zmierzeniu rzeczywistych parametrów dedykowanym miernikiem, okazało się, że ma ona wprost rewelacyjne parametry. Oczywiście jak to w przypadku anten, dobre parametry jednego egzemplarza nie oznaczają automatycznie dobrych parametrów innego, choć w przypadku tej technologii (PCB) jest spore prawdopodobieństwo, że inne będą również dobre. Z tym modułem IRX4 planowałem przeprowadzenie eksperymentu, polegającego na podłączeniu go do RM-Pocket za pomocą przedłużacza - chodzi o wielopinowy grzebień łączący go ze złączem w nadajniku. Ale okazało się, że to wprawdzie raster 2,54, ale niestety piny nie są kwadratowe (jak popularne elektroniczne „goldpin”) tylko okrągłe. A takich na razie niestety nie mam. Pomysł miał na celu wypróbowanie sterowania z wnętrza samochodu, przy module nadawczym wyprowadzonym za szybę. Ale ze względu na nietypowe złącze to musi jeszcze poczekać.